Kiedy rozmawia się z ludźmi odpowiedzialnymi za utrzymanie ruchu, często powtarza się jedna historia. Maszyna, która działała bez większych problemów przez lata, nagle odmawia posłuszeństwa. Sterownik PLC przestaje reagować, panel HMI gaśnie, falownik nie wstaje po zaniku zasilania. Linia staje. Produkcja milknie. I wtedy zaczyna się poszukiwanie rozwiązania. Wiele zakładów w Polsce zna ten moment aż za dobrze.
W tym właśnie momencie pojawia się pytanie, które w ostatnich latach zmienia sposób, w jaki firmy patrzą na swoje aktywa: czy warto naprawiać? A może lepiej wymienić element na nowy, o ile w ogóle jeszcze istnieje w ofercie producenta? Coraz częściej okazuje się, że naprawa automatyki przemysłowej i regeneracja części do maszyn produkcyjnych stają się nie tylko realną opcją, ale często najrozsądniejszą decyzją.
Zarządzanie starzeniem maszyn to nie jest gra w zero-jedynkowe wybory. To raczej ciągłe balansowanie pomiędzy dostępnością części, realiami budżetowymi i presją na ciągłość produkcji. W sytuacji, gdy sterownik PLC jest wycofany z rynku, a czas dostawy wynosi kilka tygodni, firmy coraz częściej sięgają po serwis i regenerację sterowników PLC, naprawy paneli operatorskich HMI, czy szybką regenerację UPS, która pozwala przedłużyć życie kluczowych zasilaczy awaryjnych. I nie ma w tym nic dziwnego.
W świecie, w którym obsolescencja przyspiesza, a bazowe komponenty znikają z rynku szybciej niż hale produkcyjne kończą amortyzację, naprawa staje się narzędziem zarządzania ryzykiem, a nie tylko działaniem awaryjnym. Coraz powszechniej mówi się, że naprawa części, regeneracja PLC, naprawa falowników czy nawet serwis robotów przemysłowych, które jeszcze niedawno były domeną tylko autoryzowanych OEM-ów, jest badziej dostępna niz jeszcze 10 lat temu. Dziś to codzienność, a czasem jedyny sposób na utrzymanie produkcji przy życiu.
W tym wszystkim jest jednak pewien haczyk, o którym rzadko się mówi głośno. Naprawa to nie czasem modyfikacja, choć w praktyce bywa mylona jedno z drugim. Naprawić można wiele: sterownik, panel operatorski z uszkodzonym digitizerem, falownik, widełki robotów, UPS z wypalonymi kondensatorami. Można też regenerować zużyte podzespoły mechaniczne: turbosprężarki, zaciski hamulcowe, skrzynie biegów, moduły przekładni i dać im drugie życie. Jednak, jeśli ktokolwiek zaczyna zmieniać projekt urządzenia, ingerować w konstrukcję, wymieniać elementy na inne niż przewidział producent, wtedy sytuacja robi się poważna. Taka „naprawa” traci neutralność i staje się modyfikacją, a modyfikacja pociąga za sobą konsekwencje: utratę zgodności CE, ryzyko naruszenia bezpieczeństwa pracy, często, brak zgodności z dokumentacją techniczną, a obecnie może również wpływać na cyberbezpieczeństwo.
Dlatego właśnie profesjonalny serwis poza OEM automatyki przemysłowej musi być dobrany z rozwagą. Nie chodzi o to, aby wymienić coś „żeby działało”. Chodzi o to, aby naprawić tak, by maszyna pozostała tą samą maszyną. Z tym samym zachowaniem, parametrami i bezpieczeństwem. Dobry warsztat nie tylko odtwarza funkcję urządzenia, ale też dokumentuje każdy krok, przeprowadza diagnostykę, testy obciążeniowe, zapisuje parametry pracy i informuje o przewidywanej trwałości po regeneracji. W naprawach automatyki to nie jest luksus, to konieczność.
Warto zauważyć, że naprawa automatyki przemysłowej w Polsce rozwija się w sposób dynamiczny. Istnieją renomowane firmy w których ofercie najduje sie naprawa paneli HMI, komunikacja cyfrowa, regeneracja UPS-ów i falowników, trudna napraw elektroniki analogowej, serwis robotów i starych sterowników, które dawno zniknęły z portfolio producentów. Co więcej, pojawiła się wyraźna nisza na nietypowe i trudne naprawy maszyn produkcyjnych, których nie chce się podjąć OEM, bo projekt jest stary, dokumentacji brakuje, a sprzęt nie ma już wsparcia.
Trudno dziś mówić o zarządzaniu starzeniem maszyn bez włączenia do tej układanki napraw i regeneracji. Wymiana „na nowe”, “podobne” jest oczywiście najprostsza koncepcyjnie i pozornie najbezpieczniejsza, ale to tylko pozory. Wymiana na “podobne” bywa kosztowna, wymaga integracji, testów, dostosowania logiki PLC, a czasem przebudowy okablowania czy aktualizacji oprogramowania. I choć brzmi to jak pozornie niewielka inwestycja, często prowadzi do nieprzewidzianych przestojów i ryzyka braku kompatybilności. Regeneracja i naprawa omijają ten problem. To rozwiązanie pragmatyczne. Efektywne. I często bardziej biznesowo mądre.
Zalet napraw jest wiele: szybki powrót do produkcji, niższe koszty, zachowanie oryginalnej funkcjonalności, brak konieczności integracji nowych wersji sprzętu, możliwość podtrzymania pracy linii opartej o starszą technologię. Ale to, co najważniejsze, to świadomość, że naprawa nie jest aktem desperacji, jest elementem strategii radzenia sobie z obsolescencją, świadomą decyzją, która pozwala wydłużyć życie urządzeń bez utraty jakości. A przynajmniej doprowadzić do momentu, planowanej, poprawnej modernizacji.
Jednocześnie każda naprawa wymaga czterech rzeczy:
Jeśli te warunki są spełnione, naprawa staje się nie tylko tańsza, staje się rozsądniejsza. Właśnie dlatego w coraz większej liczbie zakładów pojawia się nowa filozofia: najpierw naprawa, potem wymiana. Naprawa tego, co można naprawić. Regeneracja tego, co da się przywrócić. Modernizacja tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba. To sposób myślenia, który wpisuje się w dojrzałe zarządzanie obsolescencją i w podejście, które stawia bezpieczeństwo, zgodność i niezawodność na pierwszym miejscu.
I w tym podejściu jest coś niezwykle racjonalnego. Bo jeśli coś można naprawić profesjonalnie, zazwyczaj warto. Przynajmniej do momentu jak modernizacja lub odbudowa maszyn będzie mogła być przeprowadzona w sposób rzetelny i zgodnie z dobrą praktyką jakiej wymaga zarządzanie zmianą techniczną.
chętnie odpowiemy na wszelkie pytania. Nasi eksperci chętnie dzielą się wiedzą wypływająca z lat doświadczenia. Polecimy rzetelny serwis naprawy komponentów. Napisz do nas: europe@operivo.com